Loading

 

„Kocham was, moje pielgrzymkowe dzieciaki. Patrzę i płaczę, gapię się i podziwiam, słyszę i uszom nie wierzę. A wy, bez wygód, słońcem spaleni, z bąblami, zmęczeni, głodni, niewyspani, idziecie, żeby przez chwilę przejść na kolanach przy Matce Bożej… To trzeba bardzo kochać!” (ks. Tymoteusz)

Kiedy wreszcie wyruszysz w drogę?

Rozpoczął się czas wakacji. Okres wspaniały – wyjazdów, odpoczynku, oderwania od szkoły, studiów, pracy, zwykłej szarej codzienności. Chodząc wysokimi górskimi szlakami, leżąc na plaży czy zwiedzając cudowne polskie, europejskie (i nie tylko) zabytki, zapomina się o tym wszystkim, czym żyje się przez pozostałe dni w roku. Ale czas wakacji dla niektórych z nas to także okres przemyślenia tego, co było i zaplanowania tego, co będzie. Dobrą okazją do takiej refleksji są rekolekcje.

Możesz pomyśleć: „Jeszcze nie zwariowałem/am! Panu Bogu poświęcam godzinę w każdą niedzielę (oby tak było!), czasami się pomodlę, do spowiedzi raz do roku iść mogę, a w tym roku nawet uczestniczyłem w rekolekcjach wielkopostnych.” Heroizm z Twojej strony! Dobrze, że chociaż tyle ze swojego życia poświęcasz Panu Bogu; ale pomyśl czy wobec ogromu Jego miłości, to co Ty Mu ofiarowujesz to nie za mało! On jest z Tobą zawsze, a Ty wpuszczasz Go tylko w te sfery swojego życia, które są Ci wygodne.

Możesz spróbować inaczej! Zacznij wymagać od siebie – może odczuwasz potrzebę czegoś więcej niż obowiązkowe praktyki religijne! To nigdy nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie może pomóc. Wielu już spróbowało: zdecydowali się na fantastyczną wakacyjną przygodę z Panem Jezusem. I to wcale nie na górskim szlaku czy nadmorskiej plaży, ale na innym niecodziennym szlaku – szlaku pielgrzymkowym.

Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę – może słysząc w kościele takie ogłoszenie zrodziło się w Twoim sercu pragnienie dołączenia do pątników zmierzających do tronu Jasnogórskiej Panienki. Ale po chwili namysłu i rozważeniu racjonalnych (wg Ciebie) argumentów „za i przeciw” jeszcze przed startem poddałeś/aś się. Pytam: dlaczego? Odpowiedzi jest wiele: bo dzisiejszy świat oferuje wiele atrakcyjniejszych propozycji, bo zabraknie mi sił, bo tam się ciągle modlą, bo trzeba podporządkować się pewnemu regulaminowi… Może to wszystko i prawda, ale od początku nie dajesz szansy ani Panu Bogu ani sobie.

Pielgrzymka piesza to przede wszystkim rekolekcje w drodze, więc z góry trzeba się nastawić na pewien wysiłek duchowy: codziennie Eucharystia, Różaniec, Godzinki, Anioł Pański, Koronka do Miłosierdzia Bożego, konferencja. Wydawać Ci się może, że cały dzień wypełniony jest modlitwą. Fakt – jest jej dużo, ale kiedy wiesz po co idziesz i w jakich intencjach swój trud ofiarowujesz, wówczas droga staje się o wiele łatwiejsza. Zadziwiali mnie pielgrzymi, którzy pomimo bolących od pęcherzy stóp, naderwanych ścięgien czy innych dolegliwości, szli – czasami ostatkiem sił. Pytam ich: „Po co? Przecież mógłbyś/mogłabyś dać sobie spokój!” Odpowiadali: „Mógłbym, ale dzisiejszy trud ofiarowuję za moje dzieci…, dziś idę za ojca, który pije…, o zgodę w mojej rodzinie…, chcę prosić Matkę Bożą o zdanie matury…, pomyślność na studiach…, dobrą żonę/ dobrego męża…” To tylko niektóre indywidualne intencje, a jako wspólnota podejmujemy jeszcze inne – niesiemy pomoc modlitewną Ojcu Św., prosimy za naszą Diecezję i jej pasterzy, za kapłanów oraz o nowe, liczne i święte powołania do służby Bożej. Czyż nie są to sprawy, które polecając Maryi, warto okupić pewnym wysiłkiem, a nawet cierpieniem?

Pielgrzymkowy dzień rozpoczyna się najczęściej Eucharystią, potem skromne śniadanie i ruszamy na szlak. Codziennie pokonujemy ok. 30 – 40 km bez względu na to czy z nieba leje się żar słońca czy rzęsisty deszcz. Oprócz modlitwy i konferencji w trasie dużo śpiewamy (nie tylko piosenki religijne); każdy może podzielić się swoimi refleksjami. Co jakiś czas w ciągu dnia zatrzymujemy się na postojach, aby zregenerować swoje siły. A wieczorem – po dotarciu do celu – udajemy się na noclegi: do stodół, namiotów, garaży i tylko niewielka ilość pielgrzymów do domów.

Pielgrzymka to także okazja do poznania wielu wspaniałych osób. Jako że jesteśmy jedną rodziną pielgrzymkową wszyscy mówimy do siebie „bracie” i „siostro” bez względu na wiek. W drodze możemy sprawdzić naszą wrażliwość na potrzeby innych, kiedy trzeba pomóc komuś słabszemu ode mnie, wesprzeć go swoim mocniejszym ramieniem czy tak po prostu podać wody. W taki sposób rodzą się pielgrzymkowe więzi a nawet silne przyjaźni. Jest to także okazja, aby popatrzeć na życzliwość tych, którzy nas po drodze podejmują – gospodarzy otwierających dla pielgrzymów swoje serca i domostwa.

Warto też dodać, że w czasie marszu nad pielgrzymami czuwają służby porządkowe, które dbają o bezpieczeństwo na drogach i służby medyczne, troszczące się o zdrowie i zaradzające wszelkim pielgrzymim dolegliwościom.

Kiedy wyruszy się już pierwszy raz istnieje ryzyko złapania tzw. bakcyla pielgrzymkowego. A wtedy z roku na rok nie można oderwać się od pielgrzymowania. Nawet wtedy, kiedy nie można iść – z różnych powodów – to szuka się sposobu, aby choć na jeden dzień dojechać do grupy, a przez cały czas trwania pielgrzymki towarzyszy się myślą i modlitwą tym, którzy podążają w stronę Jasnej Góry.

To co staje się doświadczeniem każdego pielgrzyma trudne jest do uchwycenia na papierze. Ale może tych kilka słów, które napisałem specjalnie dla Ciebie, zachęciło Cię do wyruszenia w drogę – na Jasną Górę. Naprawdę warto…

ks. Andrzej

W tym roku na pielgrzymi szlak wyruszą także nasi księża:

Ks. Tomasz będzie wędrował z grupą zieloną, która dnia 2 sierpnia wyruszy z Radzynia Chełmińskiego (ok. 360 km).

Ks. Andrzej idzie z grupą białą, która wyruszy na szlak 4 sierpnia po Mszy św. w toruńskiej katedrze (ok. 300 km).

Na Jasną Górę obydwie grupy dojdą 12 sierpnia w godzinach popołudniowych.

Szczegóły i zapisy u konkretnych księży! ZAPRASZAMY!


Tutaj można znaleźć zdjęcia z zeszłorocznej pielgrzymki w grupie białej - ZAJRZYJ!

 

 

Czy to naprawdę ostatni sakrament?

namaszChoroba i związane z nią cierpienie zawsze należały do najbardziej poważnych problemów ludzkiej egzystencji. Człowiek chory, cierpiący duchowo i fizycznie często stawia sobie pytanie, dlaczego istnieje zło w świecie w postaci choroby i jaki jest sens jego cierpienia. Chociaż sakrament namaszczenia chorych odnosi się do granicznej sytuacji człowieka chorego, rzuca światło na bycie chrześcijaninem. Chrześcijanin nie może bowiem biernie podchodzić do choroby i cierpienia.

Na kartach Ewangelii dostrzegamy Pana Jezusa współczującego chorym i uzdrawiającego ich. Sam mówi, że zdrowi nie potrzebują lekarza, a On przychodzi do chorych. Chrystus tak bardzo współczuje cierpiącym, że utożsamia się z nimi: „byłem chorym, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25,36). Jezus nie tylko uzdrawia z choroby fizycznej, ale też często uzdrawianemu odpuszcza grzechy, jak to było chociażby z paralitykiem, którego czterech dobrych ludzi przyniosło na noszach do Zbawiciela (Mk 2, 1-12). Pan Jezus zawsze żąda wiary od chorych lub od tych, którzy proszą o ich uzdrowienie.

Zbawiciel posyła swoich uczniów, aby głosili Ewangelię, wyrzucali złe duchy, namaszczali olejem chorych i ich uzdrawiali (Mk 6,12-13). Również po swoim zmartwychwstaniu Jezus zapowiada, że Jego uczniowie nadal będą nieść pomoc w cierpieniu, gdyż „w Imię Moje (...) na chorych będą kłaść ręce, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,17-18). Duch Święty udziela niektórym chrześcijanom daru uzdrawiania. Tak czyni np. św. Piotr uzdrawiając w imię Jezusa zmartwychwstałego chromego człowieka (Dz 3,1-10). Św. Jakub natomiast dokładnie opisuje, co należy czynić przy sprawowaniu sakramentu namaszczenia. „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15).

Istnieje niestety błędne przekonanie, także u katolików, że sakramentu chorych udziela się przed samą śmiercią. Pełna owocność tego sakramentu, podobnie jak każdego innego, zależy od współdziałania przyjmującego go. Z tego względu należy prosić kapłana, by udzielił namaszczenia chorych wówczas, gdy chory ma pełną świadomość i jest w stanie zdobyć się na współofiarowanie razem z Chrystusem swoich cierpień Bogu.

Sakrament ten można więc przyjmować nawet kilka razy w życiu jeśli znajdziemy się w okolicznościach zagrożenia życia, w niebezpieczeństwie śmierci, wobec poważnej choroby, mając poddać się trudnej operacji, a także będąc w podeszłym wieku. Jeżeli zatem ktoś opiekuje się taką osobą, powinien ją nakłonić, aby nie czekała na ostatnią chwilę z wezwaniem księdza. Dzieci, które zrozumieją znaczenie tego sakramentu, również mogą go przyjąć. Sakrament Chorych może być udzielany w kościele, ale zazwyczaj jest sprawowany w domach i w szpitalach. Chory, jeżeli jest przytomny, najpierw spowiada się, następnie przyjmuje namaszczenie, a na końcu Komunię Świętą. Przed przyjściem kapłana należy przygotować: stół nakryty białym obrusem, krzyż, świecę, wodę święconą, kropidło, nieco waty (którą później należy spalić) oraz ewentualnie wodę do popicia Hostii.

Namaszczenie chorych, tak jak pozostałe sakramenty, udzielane jest przez Kościół i w Kościele, dlatego ważna jest przy nim obecność wspólnoty rodzinnej. Nie należy zostawiać samego kapłana z chorym, ale trzeba uczestniczyć w dokonującym się przez ten sakrament dziele zbawienia.

Opiekując się chorymi, wspaniale naśladujemy Jezusa Chrystusa. Aby jednak nasza opieka była prawdziwie chrześcijańska, musimy z głęboką wiarą stosować w niej również środki nadprzyrodzone. Dlatego trzeba, abyśmy umieli przygotować chorego na przyjęcie sakramentów świętych i sami wiedzieli, jak uczestniczyć w ich udzielaniu. Co z pewnością choć trochę pomoże w przeżywaniu tak bolesnych momentów cierpienia, choroby a także śmierci.

Ks. Paweł

Czy to musi być uroczyste pożegnanie z Kościołem?

Bierzmowanie-demotyChrzest rozpoczyna naszą przygodę wiary. Każdy kolejny sakrament ma naszą więź z Chrystusem pogłębić i umocnić. Dziś chcemy zatrzymać się nad sakramentem bierzmowania. Dzięki niemu wierni jeszcze ściślej wiążą się z Kościołem, otrzymują szczególną moc Ducha Świętego i zobowiązani są, jako świadkowie Chrystusa, do szerzenia wiary zarówno słowem, jak i uczynkiem oraz do bronienia jej.
Mówi się czasem o bierzmowaniu jako o „sakramencie dojrzałości chrześcijańskiej”. Dziś do sakramentu bierzmowania dopuszcza się młodzież kończącą szkołę gimnazjalną (ok. 15 roku życia). Czy można już wówczas mówić o dojrzałości? To zależy… Bo nie należy mylić dojrzałego wieku wiary z dojrzałym wiekiem rozwoju naturalnego. Stąd tak mocny nacisk kładzie Kościół na jak najlepsze przygotowanie do przyjęcia darów Ducha Św. w tym sakramencie (co niejednokrotnie budzi ostry sprzeciw rodziców). Nasze wysiłki zmierzają do tego, aby młody człowiek, który w dniu bierzmowania, przed swoim biskupem, wraz z gromadą swoich kolegów i koleżanek składa konkretną deklarację, chociaż  spróbował wcielić ją w życie.
„Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad” – wyznają wszyscy. Kłamią czy brakuje im świadomości mocy wypowiadanych słów? Deklaracja jest wzniosą, a życie? Omijanie kościoła wielkim łukiem, rezygnacja ze szkolnej katechezy, szydzenie z wiary czy późniejsze życie w konkubinatach… To tylko niektóre odsłony codzienności. Ale przykład idzie z góry – rodzice, wujostwo robią tak samo. A oni też kiedyś byli bierzmowani...
Może trzeba nam raz jeszcze zastanowić się jak wielkie dary otrzymujemy od Pana w każdym sakramencie. I zadać sobie pytanie: co z nimi robimy? Bo przyjmowany sakrament to nie tylko dar, ale i zadanie dla każdego z nas. Niech będą to kolejne pytania do mojego rachunku sumienia: jak wypełniam zobowiązania, które przyjmuję na siebie w każdym sakramencie? Czy umiem mężnie wyznawać swoją wiarę i postępować według jej zasad?

ks. Andrzej


 

Nie ma życia bez Eucharystii!

EucharystiaEucharystia jest podstawowym obrzędem liturgicznym, podczas której uobecnia się w sposób sakramentalny ofiara krzyżowa Jezusa Chrystusa. Jest bezkrawą ofiarą Kościoła składaną Bogu, przez którą udzielane są wiernym zasługi ofiary krzyżowej Jezusa.

Msza Święta stanowi swoistą miniaturę życia. Dokonuje się w niej to, co ma miejsce w codziennym życiu człowieka i wspólnoty. Podobnie jak przed podjęciem budowy jakiegokolwiek gmachu trzeba najpierw poczynić konkretne plany i projekty, które im są dokładniejsze, tym lepiej pozwalają wykonać samą budowę, tak przeżyta liturgia daje uczestniczącemu w niej określony plan życia. Jednocześnie kładzie fundament pod to wszystko, co spełnia się w jego życiu i jest źródłem mocy, by to mogło się realizować.

Eucharystia jest także wyrazem chwały oddawanej Bogu przez człowieka. Jednak nie tylko przez kult zewnętrzny, złożony z gestów, znaków i słów. Chwałą Boga jest przede wszystkim człowiek, w którym spełnia się Boży zamysł. Właściwie ukształtowana i przeżywana Msza Święta na tyle oddaje chwałę Bogu, na ile sprawia, że w człowieku otwiera się przestrzeń i dyspozycyjność pozwalająca na Boże działanie. Kształtuje więc naszą relację do Boga i bliźniego.

Aby owocniej przeżywać Mszę Świętą, trzeba nam pozwolić Bogu na Jego działanie w naszym życiu. Albowiem za mało słuchamy, za mało dajemy się kształtować. Pod wpływem Bożego słowa i wykonywanych znaków musi tworzyć się w nas nowa jakość. Jest to możliwe, jeśli przestaniemy podchodzić do niej w sposób utylitarny: chcę coś zyskać, zaliczyć, do czegoś dojść, a nie jesteśmy otwarci na to, że musimy we Mszy przeżyć swoją przemianę. Musimy nie dlatego, że ktoś nam to narzucił, lecz musimy, bo potrzebujemy.

Pozwólmy przenikać się przez tajemnicę, gotowi wchodzić w nawrócenie, a wtedy w nas w czasie Eucharystii coś się stanie. Nie wiemy, co i jak ma się stać, ale wiemy, że powinno się w nas dokonywać zjednoczenie z Jezusem Chrystusem.

Ks. Tomasz

 

 Jak ciężki jest opłatek?

oplatekPrzed nami wigilijny wieczór, w czasie którego zasiądziemy wraz ze swoimi bliskimi do wieczerzy. Wcześniej jednak przełamiemy się z nimi opłatkiem składając sobie świąteczne życzenia. Trzeba by jednak na tydzień przed Wigilią zapytać czy ten kawałek chleba nie jest dla wielu zbyt ciężki? A dlaczego?

Po pierwsze: dlatego, że ten święty symbol Polaków niewiele będzie znaczył, kiedy serce wypowiadającego życzenia i wyciągającego w stronę drugiego człowieka nie będzie czyste i wolne od wszelkich uraz.

Po drugie: ten opłatek „smakuje” tak samo jak ten, który mamy szansę przyjmować w czasie każdej Eucharystii. A przecież tak wielu ludzi ochrzczonych nie chce przyjmować Komunii św. do swojego serca nawet w czasie Pasterki…

Po trzecie: ten opłatek jest nasz – polski! Gdziekolwiek na świecie jesteśmy, jest z nami w czasie świąt i opłatek. Czy musimy dopiero znaleźć się na emigracji, by zatęsknić za tym, co jest wpisane w naszą narodową tradycję?

I po czwarte: opłatek i wolne miejsce przy stole mówią o naszej wyobraźni miłosierdzia. Wyciągając ów kawałek poświęcony chleb w stronę drugiego człowieka wiemy, że nie zaspokoi on głodu fizycznego, ale może pomoże zrozumieć, że w moim serce jest tyle miłości, że mogę podzielić się nią z innymi.

A zatem: wieczerza wigilijna czy to tylko zwykła kolacja? Warto odpowiedzieć sobie na to pytanie zanim zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Tym, którzy wybiorą prawdziwą wigilię – życzę, by cud narodzin Chrystusa dokonał się w jednym miejscu, które interesuje Boga, czyli w naszym sercu. Tym, którzy wybiorą jedynie uroczystą kolację (z mięskiem, alkoholem i telewizorem) życzę takiej tęsknoty za nowonarodzonym Panem, by jak najszybciej dokonał się w nich cud prawdziwego i pełnego nawrócenia.

ks. Andrzej

 

Chrystus pragnie Ciebie dziś uzdrawiać

imagesChrystus pragnie Ciebie dziś uzdrawiać. On chce to uczynić już teraz, w tym momencie, w tej sytuacji, w tym konkretnym miejscu i czasie, w którym właśnie się znajdujesz. On chce wejść w Twoje lodowate serce i urządzić je na nowo, Chrystusowo, doskonale. Czy pozwalasz mu na to?

Wiesz dobrze, że potrzebujesz uzdrowienia. Wiesz też, że większość Twoich dolegliwości zabrać może tylko On, tylko Bóg Wszechmogący. Pan dokonuje uzdrowienia na pięciu poziomach: 1. duchowym 2. emocjonalnym 3. psychicznym 4. fizycznym 5. relacji z innymi. Najczęściej ośmielamy się prosić Pana o to, by leczył nasze chore ciała. Jednak czy możliwe jest uzdrowienie fizyczne, gdy inne poziomy pozostają chore? U podłoża duchowych zranień leży często brak przebaczenia. Czy przebaczyłeś wszelkie zranienia Panu Bogu, drugiemu człowiekowi i samemu sobie? Odpowiedź brzmi zazwyczaj: „oczywiście! Nie mam wrogów, nie chowam urazy do nikogo.” 90% naszych uczuć kryje się w podświadomości. 10% które kontrolujesz, to relacje z najbliższymi, ból i zranienia, jakie dotknęły Cię najbardziej i które utkwiły silnie w Twojej pamięci. Pamiętasz kłótnie z rodzeństwem, niesłuszne kary rodziców, bezpodstawne oskarżenie rzucone przez najlepszego przyjaciela. Jednak co z lekarzem, który z powodu braku kompetencji, skrzywdził Cię w dzieciństwie? Co z nauczycielem, który niesprawiedliwie i krzywdząco ocenił Twoją pracę? Czy pamiętasz krzywdy i zranienia, których doświadczyłeś w dalekiej przeszłości, a których skutki mają wpływ na Twoje obecne życie? Czy pamiętasz rudego łobuza, który 10, 30 a może 50 lat temu nazwał Cię „tłuściochem”. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że przez resztę Twojego życia właśnie to słowo nie pozwalało Ci zaakceptować w pełni swego ciała, swej kobiecości/męskości?

Chrystus zachęca Cię dziś, abyś otworzył swoje serce dla Niego. On przeniknie Twoje dawno zapomniane rany. On pokaże Tobie osoby, którym do dziś, mimo upływu lat, nie przebaczyłeś.

Czym jest przebaczenie?

W kwestii przebaczenia Chrystus jest bezkompromisowy, Jego polecenie jest kategoryczne: „A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczajcie jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w Niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze.” (Mk. 11, 25) Przebaczenie jest aktem woli. Jeśli świadomie i szczerze przyznasz przed Bogiem, że pragniesz wybaczyć (mimo, iż jest to bardzo trudne i sprzeczne z emocjami), jeśli modlisz się za osobę, od której zaznałeś bólu, możesz być pewien, że wybaczyłeś. Modląc się za drugiego człowieka, pragniesz tym samym jego dobra, a więc okazujesz miłość, która jest samą dobrocią.

Miłość jest samą dobrocią, Bóg jest Miłością. Bóg jest dobry, miłosierny i kochający. Wierzysz w to. Czy jesteś jednak w stanie przyznać się, iż wielokrotnie, gdzieś w głębokich zakamarkach serca, kryłeś wielki żal do Boga? Umarło Ci dziecko, opuścił współmałżonek, w wypadku zginął Twój przyjaciel. Czujesz się gorszy, brzydszy, głupszy od innych. Twoje życie to pasmo niepowodzeń. Czy potrafisz sam przed sobą przyznać, iż czujesz o to żal do Boga? Chrześcijanie mają z tym problem.

Odwodzą od siebie myśl, iż mogliby obrazić się na Stwórcę, mogliby Mu czegoś nie wybaczyć. Pan jednak chce, byśmy te uczucia nazywali po imieniu, byśmy nie bali się przyznać do ludzkich uczuć, które są prezentem od Niego i które On kocha. Powiedz Jemu o swoich rozterkach, zażaleniach, oddaj Mu je, zawierz Jemu całkowicie i przypatruj się, jakich cudów dokonuje w Twoim życiu. Przyglądaj się strumieniom miłości, które zsyłał będzie na Ciebie, by uzdrawiać Twoje zranione serce.

Miłość – to właśnie ona jest tą najdelikatniejszą, najczulszą sferą. Zranienia uczucia miłości są najczęstsze, najdotkliwsze i najtrwalsze. Każdy człowiek wysyła i odbiera od innych ludzi bardzo wiele sygnałów. Jeśli kierujemy do kogoś uczucia miłości, serdeczności i w zamian otrzymujemy to samo – wszystko jest w porządku, jesteśmy szczęśliwi, usatysfakcjonowani. Jednak co w sytuacji, gdy obdarzamy miłością, przyjaźnią drugiego człowieka, w zamian otrzymując odrzucenie, niezrozumienie? Oblekamy się wówczas w twardą skorupę żalu i cierpienia. Nie dopuszczamy do siebie Chrystusa, Jesteśmy zamknięci na Jego łaski z powodu braku przebaczenia. Możesz wówczas wmawiać sobie, iż czas uleczył tę ranę, złagodził ból i nałożył zasłonę zapomnienia na owo rozczarowanie. Właśnie – jest to tylko zasłona, pod którą znajduje się wciąż krwawiąca rana! Jeśli świadomie i z własnej woli nie zapragniesz wybaczenia, rana ta nigdy się nie zagoi, a Ty nigdy nie osiągniesz całkowitego wyzwolenia i uzdrowienia.

Czy zdarza Ci się myśleć i mówić źle o samym sobie? Czy jest coś w Twoich uczuciach, o czym nie chcesz mówić, czego nie chcesz rozważać nawet we własnych myślach? Czy wciąż nosisz w sobie (wykształcony w dzieciństwie) negatywny obraz samego siebie? Jeśli pragniesz obdarzać piękną miłością drugiego człowieka, musisz zacząć od pokochania siebie. Nie możesz szczerze i czysto pokochać kogoś, gdy czujesz nienawiść i obrzydzenie do samego siebie. Miłość Chrystusa jest stokroć silniejsza, niż Twoja grzeszność, Twoja słabość. Oczywiście nie znaczy to, iż grzech należy bagatelizować, wręcz przeciwnie – trzeba z nim walczyć, lecz nie można także dopuścić do tego, by zły duch wmówił nam, iż grzech ogranicza Bożą Miłość. Chrystus Tobie wybacza wszystko w sakramencie pokuty i pragnie, byś Ty właśnie teraz wybaczył sam sobie. Jezus zachęca Ciebie, abyś przebaczył sobie własne grzechy, winy i słabości.

Już teraz otwórz się na uzdrawiającą, wyzwalającą Miłość Pana! Zamknij drzwi złemu duchowi! Przebacz Bogu, drugiemu człowiekowi i samemu sobie! Pozwól, by Chrystus pokazał Ci podczas modlitwy osoby, które potrzebują Twojego wybaczenia. Zaproś Go już dziś do swojego życia i pozwól, by wnikał kolejno w każdy jego obszar, który, zraniony, potrzebuje Chrystusowego uzdrowienia.

 

Krucjata Różańcowa

plakat-krucjata-rozancowa-za-ojczyzne

Nasza Ojczyzna potrzebuje modlitwy! W obecnych czasach, kiedy popularne stają się poglądy antychrześcijańskie, w czasach triumfu cywilizacji śmierci i postępującej ateizacji potrzeba odnowy moralnej i duchowej. Potrzeba serc złączonych na wspólnej modlitwie. Historia naszej Ojczyzny wskazuje nam skuteczną modlitwę: różaniec.

Różaniec jest najlepsza bronią. Tę tajemniczą broń Bóg umieszcza w dłoniach swych wiernych żołnierzy, walczących z szatanem i jego sługami krążącymi po świecie na zgubę dusz. Ta potężna broń jest dostępna dla wszystkich katolików. Za jego pośrednictwem otrzymujemy ochronę przed zakusami diabła i gotowi jesteśmy stawić czoła wszelkim trudom życia.

Kardynał August Hlond, a za nim Kardynał Tysiąclecia Stefan Wyszyński przypomniał, że „zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy. (…) Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem.”

Odmawiaj więc różaniec. Weźmy udział w ogólnonarodowej Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę. Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu! Tą intencja modlitewną samodzielną lub dodawaną do dotychczasowych intencji odmawiajmy na Różańcu, (przynajmniej jedna dziesiątka dziennie).

930501
Dziś
Wczoraj
Tydzień
Poprzedni tydzień
Miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkie
22
436
458
859965
13092
23432
930501
Twoje IP: 54.225.57.89
Data/Godzina: 2017-11-20 00:21:45